Radomsko, Łódzkie 6o Poniedziałek, 23 Października 2017

Odczłowieczacz

Porady lekarskie
Jacek Paszewski

Jestem kobietą po 60-tce, żoną trzeźwiejącego alkoholika od ponad 25 lat. Już widzę jak niektórzy stwierdzili, że to sukces. Nic bardziej mylnego. Uzależnienie od alkoholu nigdy nie znika bez względu na czasokres abstynencji. Alkohol w organizmie człowieka i tak zrobił swoje. Pozostawia do końca życia wiele trwałych zmian. Te zmiany zależą od genów danej osoby, od  wzorców wychowawczych z domu rodzinnym i od uwarunkowań psychosomatycznych.

Na wstępie wyjaśniam, że poniższy przypadek dotyczy niektórych osób pijących nałogowo. Moim zdaniem niektóre osoby mające problem alkoholowy na twarz nakładają wiele masek w zależności od dnia, samopoczucia i w jakim otoczeniu przebywają.

Przebywając w akceptowanym towarzystwie alkoholik dobrze bawi się, jest wesoły, gadatliwy,  jest królem parkietu. Jak tylko wraca na łono rodziny upuszcza swojego jadu – obgaduje i ocenia każdego według swoich kryteriów. Zakłamanie, obłuda i fałsz, to jego towarzysze życia.

Wśród najbliższych alkoholik nie musi się starać, nie musi się kontrolować- jest we własnym domu przecież. W ciągu 5 minut może być radosny jak skowronek i natychmiast zmienić się w damskiego boksera. Najbliżsi zawsze żyją w „zawieszeniu”i na „czuju”.

Alkoholik uwielbia być chwalony kiedy ma dobry humor a ”głaska” w przypadku złego humoru  jest pretekstem do wyzwisk i lekcji dobrego zachowywania się żony lub dziecka. Wtedy, to on i tylko on wie co jest dla wszystkich najlepsze i najwłaściwsze.

Trzeźwiejący alkoholik lepiej niż kto inny potrafi żonę wyuczyć, że w czajniku musi zawsze być woda, że nie wolno o pierwszej w nocy zgasić światła i telewizora mężowi, który od kilkunastu godzin śpi i chrapie. Każda zmiana, która ma miejsce w  codziennym życiu potrafi doprowadzić go do szału. Dawniej zauważył, że coś jest nie tak – przeprosił. Później już nie. Taka sytuacja trwa i trwa i trwa latami.

W podeszłym wieku zdarza się, że alkoholik oddala się od rodziny z dnia na dzień coraz bardziej. Ucieka w samotność, zajmuje się tylko sobą, okupuje jeden z pokoi. Gdy żona podejmując próby poinformowania go o swoich niepokojach związanych z jego zachowaniem on już nic nie rozumie i nie ma sobie nic do zarzucenia. Jego miłością jest tylko telewizor.

Następnie zaczyna chorować i już wcześniej zauważalne były stany depresyjne. Zachodzą trwałe zmiany w mózgu (miażdżyca, demencja, Alzheimer). I zapada ciemność. Umiera też nadzieja.

Tak na marginesie powiem wam, że dwa dni temu z TVN dowiedziałam się, że ta wesoła i dowcipna „Genowefa Pigwa” prywatnie, to choleryk, alkoholik i narkoman. Myślałam, że już nic mnie nie zadziwi a jednak.

Żony alkoholików nie chcą mieć żadnych wspomnień, bo gdy spojrzą wstecz to „czarna dziura”. Z punktu psychologicznego można odejść i zakończyć chory związek i to jest prawda. Nie odchodzi się jednak i to nie przez nadzieję, że będzie normalniej ale dlatego, że pomimo wszystko można na swój sposób stworzyć sobie swój świat, swoją przestrzeń i zapewnić sobie bezpieczeństwo. Nikt jednak nie wie jak długo starczy sił.

Przyglądam się światu, ciekawią mnie ludzie i tak zastanawiam się, że gdybym miała męża narkomana, albo eksperymentującego z dopalaczami, albo zdradzającego mnie z innymi kobietami jakbym się wtedy zachowała?

W moim przypadku, albo jest za wcześnie, albo już za późno, bo w grę wchodzi poważna choroba męża. Nie jestem samarytanką  tylko człowiekiem, człowieczeństwo do czegoś zobowiązuje. Ale co dalej?

Na koniec apeluje do osób, którzy piją nałogowo: alkohol to odczłowiedzacz! Zmienia istotę ludzką w coś, co trudno nazwać, bo nie ma w polskim nazewnictwie słów, które adekwatne byłyby wobec zachodzących zmian.

NIE WARTO PIĆ! NIE WARTO.

materiał nadesłany

komentarze